www.
 amicadei 
.Alleluja
.pl

Teraz ogląda nas 1 dusz.

Menu

Strona Główna

Księga gości, dopisz się proszę

Księga gości, przeglądanie

2007
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
luty
2006
2005

Anioły :)

  • ŚWIĘTY MICHAŁ ARCHANIOŁ
  • trochę poezji
  • ANIOŁ UZDROWIENIA
  • ikony

  • krótko i na temat
  • ikona Rublowa
  • ze "świata ikony"
  • poczytajcie...

  • Z “POEMATU BOGA-CZŁOWIEKA" (część 1)
  • Z "POEMATU BOGA-CZŁOWIEKA" (część 2)
  • Z "POEMATU BOGA-CZŁOWIEKA" (część 3)
  • Z "POEMATU BOGA-CZŁOWIEKA" (część 4)
  • Z "POEMATU BOGA-CZŁOWIEKA" (refleksja)
  • o spowiedzi
  • "Odkryj swoją wartość i idź"
  • Zmysłowa miłość Boga
  • KOCHAJ SIEBIE

  • A wszystkich miłych gości naliczyłem
    dusz.


    Jezus jest blisko Ciebie.

    9/9/2007

    " przestańmy mówić, zacznijmy działać (...) Żadna zmiana nie zajdzie, jeżeli nie będziemy ciężko pracować i nie ubrudzimy sobie rąk. Nie ma wzorów, nie ma książek na temat stawania się, których można by się nauczyć na pamięć. Wiem tylko jedno: istanieję, jestem, jestem tutaj, staję się, kształtuję swoje życie, nikt inny tego za mnie nie robi. Musze stanąć w obliczu swoich słabych stron, błędów, nieprawości. Nikt nie doznaje tak mocno mojego nie-bycia, jak ja sam, ale jutro jest następny dzień i musze zdecydować się wstać z łóżka i żyć ponownie. A jeżeli mi się to uda, nie będę się pocieszać, obwiniając ciebie, życie czy Boga"

    20/8/2007 mądrość Don Juana

    Musisz pamiętać, że ścieżka jest jedynie ścieżką. Jeżeli czujesz, że nie możesz nią podążać, to niezależnie od okoliczności nie musisz na niej pozostawać. Ścieżka to tylko ścieżka. Porzucając ją- jeżeli to właśnie dyktuje Ci twoje serce- nie znieważasz ani siebie, ani nikogo innego. Jednak twoja decyzja musi być wolna od strachu i amibicji. Ostrzegam cię: każdej ścieżce przyglądaj się bacznie i dokładnie. Sprawdzaj ją tyle razy, ile uważasz za konieczne. Potem zadaj sobie, i TYLKO SOBIE, jedno pytanie: Czy ta ścieżka ma serce?
    Każdy człowiek sam za siebie decyduje, która ścieżka ma dla niego serce. Tam, gdzie ścieżki się krzyżują, jest zbliżenie. Tam, gdzie przebiegają równolegle, panuje pokój - o ile jedna ścieżka kocha i szanuje drugą.
    Miłość nigdy nie wyznacza kierunku. Wie, ze zawrócenie kogoś z jego ścieżki jest równoznaczne z narzuceniem mu innej. Ta obca ścieżka nigdy nie będzie dla niego naprawdę dobra i niewątpliwie odbierze mu siły. Człowiek musi mieć swobodę podążania swoją drogą, swoimi metodami i w swoim tempie. Musi mieć swobodę popełniania błędów i uczenia się na nich tego, czego może się nauczyć.

    30/7/2007 krótka nowinka...

    postaram się, by stronka odżyła

    6/4/2007

    Takie było Twoje ukrzyżowanie, Boże.


    Takie było Twoje ukrzyżowanie, Boże,
    Chociaż na pewno odbyło się ono inaczej,
    Niż ja to opisałem niezdarnym piórem.
    Jak trudno opisać Twoją śmierć, Boże. Jak trudno.
    Nie jestem Adamem od Świętego Wiktora.
    Ale to jeszcze nie wszystko. Jest między
    Nami sprawa, którą muszę ujawnić,
    Aby ujawnione zostały wszystkie przyczyny
    Twojego męczeństwa. Brak wśród nich
    Mojego grzechu. Grzechu nie popełnionego.
    Chociaż nie byłem pięciopalcą dłonią sługi Annasza,
    Chociaż nie narzuciłem na Twoje ramiona
    Szkarłatnego płaszcza, a w ręce Twoje
    Nie wetknąłem bambusowej trzciny,
    Chociaż nie byłem wśród gawiedzi,
    Która domagała się Twojej śmierci -
    Ale moja nieobecność była tylko pozorna.
    Urodziłem się dwa tysiące lat później.
    Gdybym żył za Twoich czasów, w Jerozolimie,
    Na pewno bym wołał:
    "Krew Jego na nas i na syny nasze!"
    I krzyczał:
    "Zstąp z krzyża!"
    A potem wróciłbym, Boże, do domu,
    do domu mojej beznadziejności,
    Dźwigając na ramionach Twoją wełnianą szatę,
    Której jakość badałem palcami.
    Ta możliwość grzechu męczy mnie i upokarza.
    Albowiem dobrze znam siebie.
    Nie odważyłbym się krzyczeć w Twojej obronie
    Ani głośno sprzeciwiać się wyrokowi.
    Jestem małym człowiekiem, po trochu tchórzem,
    Po trochu egoistą, po trochu drwiącym łotrem,
    Który woli żyć wśród cielców, przeżuwających pustynię,
    Niż umrzeć za samotną prawdę.

    Dlatego przebacz mi tę moją bolesną świadomość,
    Dlatego przebacz mi tę gorzką możliwość,
    Tę jeszcze jedną przyczynę Twojej śmierci,
    Tę przyczynę, o której Ewangeliści zapomnieli,
    Tę przyczynę, o której Ewangeliści nie piszą,
    Tę przyczynę, o której Ewangeliści milczą.

    Przebacz mi, Boże, grzech nie popełniony.

    R. Brandstaetter

    11/2/2007

    Jesteś tak wyraźnie Drogą
    że mogłoby nie być żadnych drogowskazów,
    tak oczywistą Prawdą
    że mógłbyś zupełnie milczeć,
    jesteś tak bardzo życiem
    że tylko głupi wierzą w śmierć.
    Więc czemu i błądzę i kłamię i boję się śmierci?


    S.M.Hermaszewski

    22/12/2006 zawsze wtedy...

    Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
    i wyciągasz do niego ręce,
    jest Boże Narodzenie.

    Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
    jest Boże Narodzenie.

    Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
    które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
    w ich samotności,
    jest Boże Narodzenie.

    Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom",
    tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
    moralnego i duchowego ubóstwa,
    jest Boże Narodzenie.

    Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
    jak bardzo znikome są twoje możliwości
    i jak wielka jest twoja słabość,
    jest Boże Narodzenie.

    Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
    pokochał innych przez ciebie,

    Zawsze wtedy,
    jest Boże Narodzenie.

    Matka Teresa z Kalkuty

    30/11/2006

    ... Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
    nie powrócą oczy uwięzione.
    Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
    w głębiny przechylonym.

    Z nurtu tego- to wiedz- że nie ma powrotu.
    Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
    Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
    cienom, tylko trwać
    coraz jaśniej i prościej.

    Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
    zamykając za sobą drzwi izdebki maleńkiej-
    a idąc krok łagodzi
    - i tą ciszą trafia najgłębiej.

    14/11/2006 dotknęło mnie Słowo

    Hymn do Biblii

    Bądź pozdrowiona
    I pochwalona
    I błogosławiona
    Biblio
    Stworzona przed Stworzeniem
    Gdy nic jeszcze nie było Stworzone
    Przed czasem
    Gdy czasu nie było
    Przed przestrzenią
    Gdy przestrzeni nie było
    A Duch Boży unosił się
    Nad szaleństwem i zamętem pustki

    Powstałaś z gorącego oddechu Pana,
    Z Jego rozpalonego tchnienia,
    Z Jego Głosu,
    Będącego istotą,
    Zalążkiem i kiełkiem
    Wszechbytu,
    Biblio,
    Ziemio wiecznych wulkanów,
    Gorących źródeł
    I kipiących gejzerów
    Bijących z głębi Wiekuistego,
    Księgo,
    Potężny lądzie
    Wyrzucony na powierzchnię niewidzialnych wód
    Wybuchem wrzącej lawy,
    zastygłej w niebotyczne góry,
    Księgo,
    Do której codziennie wracam
    Coraz uboższy o świat
    I coraz bogatszy
    O Ciebie,
    O Ciebie,
    O Ciebie,
    Kosmiczny monologu Boga.

    Na skrzyżowaniu niezliczonych czasów
    - Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość
    Są tylko ich znikomym odpryskiem -
    Pan wywiódł Cię ze swojej pamięci
    Na użytek ludzkiego umysłu,
    W miarę rozległego i w miarę ciasnego,
    I według prawideł,
    Rządzących nieporadnością ludzką,
    Pomniejszył niewyrażalne do wymiarów wyrażalnych,
    Niewidzialne do wymiarów widzialnych,
    I tam, gdzie i te wymiary
    Okazały się niedostępne dla człowieka,
    Stworzył
    Symbole,
    Podobieństwa,
    Przypowieści
    I obrazy,
    I uczynił je
    Służebnicami ludzkiej nieporadności,
    Usiłującej wyrazić niewyrażalne.

    Wtedy Pan ukształtował Twoje gardło,
    Wyrzeźbił Twoje podniebienie
    Na podobieństwo niebieskiego sklepienia,
    Twoim wargom i językowi
    Dał umiejętność tworzenia dźwięków
    I tchnąwszy w Ciebie swój Głos
    Uczynił go Głosem Twoim,
    Głosie,
    Głosie,
    Widzialny Głosie,
    Wyłaniający się spoza gór Moabu,
    Wschodzący zza piasków pustyni,
    Pierwszym wersetem Genesis
    Bereszit bara Elohim,
    Świętym początkiem liter,
    Zalążkiem zdań, rozdziałów i ksiąg,
    Które w rytmie Bożego oddechu
    Posuwają się równocześnie
    We wszystkich kierunkach
    Jak wóz chwalebnego Tronu,
    Gdy go na ziemi chaldejskiej
    Nad rzeką Kebar
    Ujrzał w zachwyceniu
    Przerażony Ezechiel.

    O Biblio,
    Biblio,
    Biblio,
    Stolico Pana,
    Wschodząca nad szaleństwem bezładu
    I przepaściami zamętu,
    Módl się za tych, którzy w Ciebie wierzą.
    I za tych, którzy o Tobie wątpią,
    Módl się za tych, którzy Cię czytają,
    I za tych, którzy nie umieją Cię czytać,
    Módl się za tych, którzy Cię wielbią,
    I za tych, którzy na Ciebie plwają,
    Módl się za tych, którzy Cię znaleźli,
    I za tych, którzy nie umieją Cię znaleźć,
    Módl się za tych, którzy żyć bez Ciebie nie mogą,
    I za tych, którym nie jesteś potrzebna do życia,
    Módl się za tych, dla których jesteś prawdą,
    I za tych, dla których jesteś zbiorem
    Orientalnych baśni.

    Módl się za nami,
    Biblio,
    Która trwać będziesz do końca czasów,
    Aż w Dniu Ostatecznym,
    Wyznaczonym i utwierdzonym,
    Wrócisz za góry Moabu
    I za wydmy pustynne,
    Tam gdzie przebywałaś przed Stworzeniem,
    Gdy nic jeszcze nie było stworzone,
    Do miejsca bez miejsca,
    Do czasu bez czasu,
    Ty,
    Pozdrowiona
    I pochwalona,
    I błogosławiona,
    Księgo,
    Księgo,
    Księgo,
    Ocieniona przez Boga,
    Matko ukrzyżowanego Mesjasza.

    /R. Brandstaetter/

    6/9/2006 dla tych, którzy są moimi przyjaciółmi

    "Mój Przyjacielu... Odkąd jesteś, stare drzewa w moim ogrodzie tak radośnie wyciągają swoje ramiona ku słońcu... I nawet deszcz nie pada już wielkimi kroplami smutku z nieba. A klucz dzikich gęsi niosących na skrzydłach wiosnę układa się w Twoje imię...

    Jesteś moją cudowną Ksiegą - przez przypadek odnalezioną gdzieś na starym zapomnianym strychu życia. Co za radość wiedzieć, że nigdy nie będę w stanie doczytać jej do końca...! Choć tyle tam do przeczytania... Pozwól mi wyczytywać z siebie to wszystko, co przez całe lata ze strachu tak bardzo kryłeś przed innymi ludźmi. Pozwól, aby moje dłonie drzały ze wzruszenia, gdy będę nimi przekładać kolejne strony tej księgi... Porobię sobie zakładki z Fascynacji i Nienasycenia, aby nic mi po drodze nie umknęło.

    Gdyby teraz stanęła przede mna Dobra Wróżka i powiedziała mi, że mogę Ci ofiarować tylko jedną rzecz z całego jej kufra Cudownych Rzeczy do rozdania, który właśnie przede mna stawia - chyba bez większego zastanowienia wybrałabym dla Ciebie ... Czas. Tak, właśnie to bardzo chciałabym Ci dać w darze! Czas, który pozwoliłby Ci się wreszcie odnaleźć... Pozbierać pogubione tak głupio po drodze marzenia, które niewiadomo kiedy wysypały Ci się jak szklane kulki z dłoni i potoczyły w takie dziwne strony... Czas, który miałby - jak to Czas - cudowną zdolność zatrzymywania się w miejscu, choć ludzie w to nie wierzą... Przystawałby sobie tak między jedną a drugą chwilą na tyle długo, abyś zdążył dotknąć wreszcie bez pośpiechu tego wszystkiego, co ciągle Ci umyka... Abyś nie bał się dotknąć linii tęczy na wysokim niebie, choć to przecież tylko na wyciągnięcie ręki... Abyś odnalazł piękno muzyki w trzepocie ptasich skrzydeł... Abyś jak dziecko przysiadł pod promieniem słońca i wsłuchał się w śpiew własnego serca. A ono śpiewa tak pięknie, tak mądrze... Choć trzeba znaleźć Czas - między jedną a drugą chwilą - aby ten śpiew usłyszeć... Chciałabym Ci ofiarować tyle Czasu, abyś bez końca zatracił się w prostej radości posiadania go. Abyś zapomniał o wszystkich smutkach i troskach codzienności - i jak liść na wodzie pozwolił się - bez lęku o to, co będzie dalej - nieść coraz dalej i dalej na fali swoich myśli... Tych właśnie, które nigdy nie miały prawa głosu, zakrzyczane pośpiechem, gaszone w popłochu jak niedopałek papierosa dopalanego po kryjomu... Abyś płynął, zapominając podzielić je rutynowo na myśli dobre i złe, mądre i głupie, smutne, wstydliwe, zwariowane... Niechby Cię tylko niosły - przemieszane tak bardzo, że już bardziej nie można! A Ty-liść patrzyłbyś tylko w wielkim zadziwieniu na wszystkie mijane po drodze sprawy, które nagle przestały być górami lodowymi, o które bez końca rozbijałeś się każdego dnia - a teraz stały się tylko małymi kamieniami niedbale rozrzuconymi wzdłuż brzegu rzeki. Twojej rzeki Zapomnienia...

    Przypomniałabym Ci tylko na wszelki wypadek, że Czas jest wiernym kompanem jedynie dla tych, którzy się z nim zaprzyjaźnili. Podąża równym krokiem jak najwierniejszy pies, nigdy nie opóźniając wędrówki zbytecznym oglądaniem się wstecz, ani nie wyrywając się na złamanie karku przed siebie. Czas oswojony ZAWSZE jest tu i teraz, podając na swej dłoni Obecną Chwilę - jedyną, jaka naprawde istnieje.

    Czas jest też czasami zupełnie jak stara kwoka, która tak majestatycznie mości się na swoim gnieździe - bez ciepła i ochrony jego wielkich skrzydeł nie mogłyby się wykluć w spokoju puchate pisklęta Zrozumienia, Cierpliwości, Zaufania, Mądrości i Przyjaźni...

    A czy wiesz, że Czas oswojony pozwala się też czasami zamknąć w jednej kropli deszczu, która z zachwytu nad światem zapomniała stoczyć się na ziemię ze zdźbła trawy...? Widziałam kiedyś taką kroplę...

    Mój Przyjacielu... Tak bardzo chciałabym Ci ofiarować właśnie Czas - prosząc tylko, abyś potrafił bez lęku przyjąć ten Podarunek. Ale Dobra Wróżka gdzieś się zapodziała. Pewnie w tej chwili rozkłada swój magiczny kuferek przed kimś innym, gdzieś na końcu świata i nie słyszy mojego wołania.

    A ja, niestety, nie mam takiego kuferka. I tak niewiele mogę Ci dać. Sięgnę więc do mojego skromnego tobołka, z którym przemierzam życie. Wszystko tam w nim takie pomieszane, sam przecież wiesz, jaką jestem bałaganiarą... Ale z wielką radością i specjalnie dla Ciebie wygrzebię z niego ...mój własny Czas. I to będzie mój podarunek dla Ciebie. Nie przeliczajmy go na godziny, minuty, miesiące, lata... Znam lepsze jednostki - niech będzie w uderzeniach serca, niech będzie w uśmiechach - nawet tych igrajacych tylko w kąciku ust, prawie niezauważalnych, ale rodzących się zawsze na myśl o Tobie...

    Wiem, mój Przyjacielu, to tak niewiele do ofiarowania, ale to wszystko co teraz mam. Czy przyjmiesz ode mnie ten skromny Dar? Dopóki nie przywołam całą mocą mojego szalonego serca tej bardzo zajętej Wróżki..."

    31/5/2006

    Miłość mi wszystko wyjaśniła,
    Miłość wszystko rozwiązała -
    dlatego uwielbiam tę Miłość,
    gdziekolwiek by przebywała.

    A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
    w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
    ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
    i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.

    Więc w tej ciszy ukryty ja - liść,
    oswobodzony od wiatru,
    już się nie troskam o żaden z upadających dni,
    gdy wiem, że wszystkie upadną.



    Karol Wojtyła



    następne

      Alleluja.pl        (c) Copyright by amicadei 2005 A.D.